Czym się różni przemysłowe tłoczenie oleju od tradycyjnego?
Chociaż nasiona roślin oleistych zawierają duże ilości tłuszczu (nie rzadko dochodzące niemal do połowy masy całego nasiona), skuteczne wyciśnięcie oleju nie jest zabiegiem prostym. Podstawową przeszkodą jest niewyobrażalna wytrzymałość ziaren. Nieuszkodzone ziarno potrafi wytrzymać nawet naciski rzędu setek kg/cm2, a zatem ciśnienie, jakie panuje np. w oceanach na głębokości kilku kilometrów pod poziomem morza. Zanim zatem zabierzemy się do wyciskania oleju musimy ziarna zmielić lub zmiażdżyć. To nie koniec problemów. Wszyscy wiemy jak olej lubi się wszystkiego czepiać i jak trudno go potem wywabić. Zmuszenie go do wypłynięcia z miazgi wymaga potężnych nacisków - wspomnianych już setek kg/cm2. Ważna jest także temperatura. Tak samo jak tłuste plamy najlepiej się piorą w gorącej kąpieli, tłoczenie olejów jest łatwiejsze w wysokich temperaturach.
Współczesny przemysł do tłoczenia olejów używa powszechnie pras zwanych śrubowymi lub ślimakowymi. Budowa takiej prasy przypomina trochę maszynkę do mielenia mięsa: w cylindrycznym korpusie obraca się odpowiednio ukształtowany ślimak. Tłoczone ziarno jest rozgniatane między ślimakiem a boczną ścianką korpusu, a powstała miazga przesuwając się wzdłuż ślimaka podlega ściskaniu. Olej wycieka przez znajdujące się w korpusie boczne okienka przesłonięte sitkami, a wyciśnięta miazga wydostaje się przez otwór na końcu korpusu. Tarcie między obracającym się ślimakiem a nieruchomą miazgą powoduje znaczne jej nagrzewanie. Regulacja prasy polega na zmianie wielkości otworu, którym wydostają się wytłoczki. Im ten otwór jest mniejszy, tym większe jest ciśnienie tłoczenia i jednocześnie wyższa temperatura miazgi.
Prasa ślimakowa jest urządzeniem stosunkowo prostym, niezawodnym i łatwym w obsłudze. Proces tłoczenia przebiega w sposób ciągły i nie wymaga nadzoru.
Przyglądając się nowoczesnym prasom trudno uwierzyć, że setki lat temu średniowieczni Słowianie słynęli na cały ówczesny świat z umiejętności tłoczenia oleju. Prymitywnymi narzędziami uzyskiwano rezultaty niewiele gorsze od dzisiejszych. Nasiona gnieciono w kamiennych żarnach (w czasach późniejszych używano żeliwnych walców). Uzyskaną miazgę umieszczano w pobliżu ognia, gdzie podgrzewała się do temperatury niewiele przekraczającej ciepłotę ciała (38-400C). Ciepłą miazgę układano warstwami na drewnianym blacie, wkładając pomiędzy kolejne warstwy pasy płótna lnianego. Powstałą stertę przykrywano drugim blatem i całość umieszczano wewnątrz masywnej ramy. Blaty ściskano wbijając pod ramę drewniane kliny. Od tej czynności powstało określenie: "wybijanie oleju", które do dzisiaj w niektórych zakątkach naszego kraju jest używane jako synonim tłoczenia. Przekładki z płótna zabezpieczały miazgę przed rozsypaniem się na boki, a jednocześnie pełniły rolę sączków odprowadzających olej. Dzięki temu przy stosunkowo niewielkich naciskach uzyskiwano zadawalającą wydajność.
Analiza dawnych metod tłoczenia doprowadziła do zdefiniowania trzech kryteriów, które muszą być spełnione, aby można posłużyć się określeniem tradycyjnej produkcji oleju. Są to:
Tłoczenie oleju na prasie śrubowej (ślimakowej) nie spełnia żadnego z powyższych kryteriów. W trakcie przechodzenia ziarna (a w dalszej części prasy - miazgi) wzdłuż ślimaka podlega ono zmiennym naciskom a użytkownik nie ma żadnego sposobu na pomiar wartości maksymalnego nacisku. Również kwestia temperatury tłoczenia pozostawia wiele wątpliwości. Pomierzyć można temperaturę korpusu bądź wytłoczków opuszczających prasę i producenci oleju podają to jako temperaturę tłoczenia. Tymczasem ciepło w prasie śrubowej powstaje na skutek tarcia pomiędzy obracającą się powierzchnią śruby (ślimaka) a nieruchomą miazgą. Powoduje to silne nagrzewanie się ślimaka. Temperatury ślimaka nie da się zmierzyć, natomiast analizując konstrukcję prasy pod względem przepływu ciepła można podejrzewać, że jest ona znacznie wyższa od zmierzonej na korpusie.